wtorek, 24 maja 2016

9. Dom dziecka

   Hana 

   Następnego dnia pojechaliśmy do domu dziecka. Dom dziecka był przeogromny. A wyglądał o tak. :




  Gdy weszliśmy do środka dom. Wydawal się jeszcze większy niż wyglądał od zewnątrz. 
   W holu biegały jakieś dzieci. Dwie małe dziewczynki na okołu sześciu siedmiu lat. 
  Jedna z nich pokazała nam drogę , w którą stronę mamy iść. Poszliśmy w skazanym kierunku. 

 Za biurkiem siedziała młoda dziewczyna w wieku mojej przybranej kuzynki. 

  Kobieta: Proszę mówić. 
Ja: Chcielibyśmy zaadoptować dziecko. 
Piotrek: Od pięciu lat zwyż. 
Kobieta: Proszę za mną. 

  Poszliśmy do pokoju , w którym było pełno dziecj. 



Kobieta: Chłopca czy dziewczynkę państwo sobiw życzą. 

   Zauważyłam przestraszoną dziewczynkę , w wieku mniej więcej sześciu lat. 

Ja: Hej mała czego się tak boisz ? 
Dziewczynka: Jestem tutaj od kilku dni , a państwo są pierwszymi osobami , które chcą adoptować jakieś dziecko. 
Ja: Ja mam na imię Hana , a ty jak masz na imię. 
Marta: Mam na imię Marta. Mam sześć lat. 

 Piotr 

Ja: Chyba moja żona polubiła tą małą
Kobieta: Dobrze żeby dziecko miało dobry kontakt z wszystkimi członkami rodziny. 
Ja: Proszę pani ja dobrze o tym wiem. 

  Podszedłem do dziewczyn. Dziewczynka chyba się mnie wystraszyła , bo się schowała za Haną. 

Ja: Mała co Ci jest ? Ja nie zrobię Ci krzywdy. 
Marta: Ale ja pana się nie boję. Tylko jego. 
   Dziewczynka wskazała męższyznę stojącego w futrynie drzwi. 

Ja: On Ci coś złego zrobił ?
Marta: On jest moim ojcem. Po śmierci mojej mamy zaczął pić i mnie bić. W końcu moja sąsiadka zareagowała i zadzwoniła po policję. 
Ja: Skoro go policja zabrała to powinien być w więzieniu. 
Marta: Tak. Powinien być , ale on wszystko potrafi. Nawet uciec z więzienia. On ma do mnie zakaz zbliżania. 
Mężczyzna: Martuś chodź tu do mnie. 
Marta: Nigdy po tym co mi zrobiłeś. Niech panj dzwoni po policję. 

   Sprzątaczka słysząc krzyki. Wezwała policję. Po dziesięciu minutach przed domem dziecka zjawiła się policja. 

  Policjanci zabrali mężczyznę , a Marta nie mogła się uspokoić. 

 Hana: Martuś spokojnie już go nie ma nic Ci nie zrobi.  
Marta: Na pewno ? Skoro uciekł z tego więzienia to może z każdego uciec. 
Piotr: Dopilnujemy , aby nie zrobił Ci krzywdy. 

   Piotr z Haną zostali jeszcze z Martą z dwie godziny , a później pojechali do szpitala na dyżur. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz